Artykuły

Koncert jubileuszowy Teatru Nowego w Poznaniu

"Życie to nie teatr" w reż. Jerzego Satanowskiego w Teatrze Nowym w Poznaniu. Pisze Stefan Drajewski w Polsce Głosie Wielkopolskim.

Dla kogoś, kto nie oglądał takich spektakli Teatru Nowego w Poznaniu jak: "Miłość, czyli śmierć i zmartwychwstanie zaśpiewane, wypłakane i w niebo wzięte przez Edwarda Stachurę", Decadance", "Piękna Lucynda", "Kuglarze i wisielcy", "Polityka" czy choćby "Pańpremiera", jubileuszowy koncert "Życie to nie teatr" będzie tylko koncertem. Dla tych, którzy wychowali się w tym teatrze, będzie to powrót do przeszłości.

Widziałem wszystkie spektakle, z których Jerzy Satanowski wybrał piosenki do koncertu "Życie to nie teatr" z wyjątkiem "Opery za trzy grosze". Każda z nich uruchomiła we mnie jakieś wspomnienia. Nawet ta, której nie oglądałem.

Kiedy Agnieszka Różańska zaśpiewała zjawiskowo song Janny z "Opery za trzy grosze", przypomniała mi się historia z czasów premiery, którą opowiadał mi legendarny kierownik literacki Nowego Milan Kwiatkowski. Realizatorzy wymyślili sobie, że pół godziny przed spektaklem w okolicach teatru pojawią się przebrani żebracy, aby wprowadzić widzów w klimat przedstawienia.

Nie przewidzieli jednak, że ktoś z wyfraczonej publiczności zada sobie trud, odszuka budkę telefoniczną i zadzwoni na policję, by ta sprzątnęła żebraków sprzed teatru.

Słuchając piosenek Stachury, próbowałem policzyć, ile razy oglądałem tamten spektakl w połowie lat. 80. A oglądałem go zawsze z perspektywy schodów, bo wtedy dzięki Bubie Mroczkowskiej, kierowniczce widowni, namolni studenci wchodzili do teatru bez biletu. Nie zapomnę nigdy Jacka Różańskiego, który z rękami w kieszeniach prochowca śpiewał chrapliwym głosem "Życie to nie teatr". Cieszę się, że Radosław Elis zamienił prochowiec na rozciągnięty sweter i śpiewa tę piosenkę zupełnie inaczej, po swojemu.

Kiedy kolejni wykonawcy śpiewali piosenki ze spektaklu "Decadance", uzmysłowiłem sobie, że ja ten spektakl przecież już recenzowałem... Tygodnika, w którym ukazała się recenzja, od wielu już lat nie ma, a piosenki są ciągle piękne, co udowodnili Antonina Choroszy i Paweł Binkowski. Podobnie z "Polityką" (brawurowe "Co za czasy" w wykonaniu Bożeny Borowskiej i Pawła Binkowskiego) czy "Piękną Lucyndą" (boska Daniela Popławska jak przed dwudziestu laty). Starą Scenę Nową, która mieściła się na strychu gmachu głównego teatru, przypomniał mi Andrzej Lajborek, śpiewając piosenkę Aznavoura "Przyjacielu" ze spektaklu "Paris, Paris".

Kiedy umilkły oklaski, na popremierowym bankiecie, okazało się, ze nie byłem jedynym, który odbył swoją podróż w czasie z piosenkami Teatru Nowego. A kto ich nie znał wcześniej, też nie żałował. Bo są piękne. I przy okazji jubileuszu 90-lecia powstania tej sceny oraz 40-lecia jej usamodzielnienia, dostały nowe życie.

Teatr Nowy: "Życie to nie teatr", reżyseria i aranżacje Jerzy Satanowski, kostiumy Jola Łobacz, opieka artystyczna Marta Szumieł, aktorom towarzyszył zespół muzyczny pod kierunkiem Jacka Skowrońskiego. Premiera 29 grudnia 2012 r.

Na zdjęciu: Daniela Popławska

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x

Używamy plików cookies do celów technicznych i analitycznych. Akceptuję Więcej informacji