Artykuły

Ostatnia wieczerza sztuki

Zerwał się wiatr. Było gorąco, duszno. W powietrzu wisiała lipcowa burza, ale on tego nie zauważał i szedł ulicą Awinionu ze wzrokiem utkwionym daleko poza horyzontem średniowiecznych murów. W białej płóciennej koszuli, sandałach, jasnym kapeluszu z czarną przepaską, który, gdy mocniej powiało, porwał wiatr, rozwiewając jego białe włosy. Niepocieszony wsiadł do czekającej na niego czarnej limuzyny przeznaczonej dla gości festiwalu. Samochód już ruszał, kiedy nie wiadomo skąd pojawiła się ona, w zielonym podkoszulku, i niczym muza Melpomena podała mistrzowi kapelusz, z którego on wyciągał tu swoją ostatnią magiczną sztukę - felieton Leszka Turkiewicza z cyklu "Paryski nie-co-dziennik" w Tygodniku Angora.

Aby przeczytać artykuł musisz się zalogować.
Jeżeli nie masz jeszcze konta na naszej platformie, zapraszamy do bezpłatnej rejestracji.

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x

Używamy plików cookies do celów technicznych i analitycznych. Akceptuję Więcej informacji