Artykuły

Benigna Sojecka (10.11.1920 -19.12.2000). Wspomnienie

W grudniu 2015 roku minęła 15 rocznica śmierci Benigny Sojeckiej. Jednej z najcudowniejszych aktorek mojego pokolenia. Ślicznej, delikatnej i utalentowanej istoty. Pełnej ciepła i uroku. Kiedy wchodziła na scenę, nie można było oderwać od niej wzroku. Emanowała wewnętrzną czystością i prawdą przeżycia - wspomina Witold Sadowy.

Przyszła na świat w Poznaniu 10 listopada 1920 roku. W Poznaniu też rozpoczynała karierę w Teatrze Nowym w roku 1945. Debiutowała rolą Meli w "Moralności pani Dulskiej" Gabrieli Zapolskiej. Jej debiut stał się wydarzeniem. Odbił się głośnym echem w całym kraju. Po Meli zagrała znowu rewelacyjnie "Pannę Maliczewską" w reżyserii Ryszarda Wasilewskiego. Oczarowała poznaniaków a krytycy prześcigali się w pochwałach. Potem wcieliła się w postać Wisi w "Pensjonacie we dwoje", Klary w "Zemście" i Ireny w "Szesnastolatce". W roku 1946 zaangażowała się do Teatru Wojska Polskiego w Łodzi. Grała Helenkę w "Panu Damazym" Blizińskiego z Aleksandrem Zelwerowiczem w roli tytułowej i w jego reżyserii oraz Basię w "Krakowiakach i góralach" i Mirandę w "Burzy" Szekspira w reżyserii Leona Schillera. Do Warszawy przyjechała w roku 1949 na zaproszenie Juliana Tuwima i Mariana Mellera, dyrektorów Teatru Nowego. Stolica zobaczyła ją po raz pierwszy w "Maszeńce" Afinogenowa w reżyserii Janusza Warneckiego. Za tę rolę w roku 1949 jury Festiwalu Sztuk Rosyjskich i Radzieckich w Katowicach uhonorowało ją Główną Nagrodą Aktorską. Warszawiacy szybko ją polubili. Tłumnie chodzili na "Maszeńkę". Wkrótce oklaskiwali ją jako Melę w "Moralności pani Dulskiej" - którą wcześniej grała w Poznaniu.

Tym razem sztukę reżyserowała Irena Babel z udziałem dwóch wielkich aktorek Mieczysławy Ćwiklińskiej w roli Dulskiej i Ireny Eichlerówny w roli Hanki. Grano ją przy nadkompletach ponad 200 razy. A wielka Pani Miecia obchodziła w niej swoje 50-lecie pracy artystycznej. Kolejnymi rolami Beni - bo tak ją zdrobniale nazywano - była Zofia w "Damach i huzarach" Aleksandra Fredry. (znowu z Mieczysławą Ćwiklińską i legendą polskiej operetki Lucyną Messal) oraz Henryka w komedii Moliera "Uczone białogłowy", gdzie Filamintę, jej matkę zagrała także Mieczysława Ćwiklińska, w reżyserii Ireny Grywińskiej. Ja też miałem zaszczyt grać w tej sztuce Klitandra, ukochanego Henryki. Było to w roku 1951. W tym teatrze podziwialiśmy ją jeszcze jako Rozynę w "Cyruliku sewilskim" z Ludwikiem Sempolińskim i jako Puka w "Śnie nocy letniej" Szekspira. I to już był koniec działalności Teatru Nowego, który zmienił profil i stał się Operetką Warszawską. Jej dyrektorem został Tadeusz Bursztynowicz. Ojciec obecnego, znanego aktora Teatru Współczesnego Jacka Bursztynowicza.

Benia Sojecka była osobą muzykalną. Miała nieduży, ale przyjemny głos. Zaproponowano jej pozostanie w Operetce Warszawskiej i zagranie jednej z trzech dziewcząt w operetce Franciszka Lehara "Domek trzech dziewcząt". Grała ją z powodzeniem i śpiewała ze Zdzisławem Zaczykiem w roli Szuberta. Obok nich wystąpili Ludwik Sempoliński i primadonna Operetki Beata Artemska. Operetkę reżyserował Zbigniew Sawan. W nowym sezonie 1954/1955 Benia opuściła operetkę i wróciła do dramatu. Zaangażowała się do Teatru Nowej Warszawy przy ul. Marszałkowskiej 8 (obecne Rozmaitości). Ja byłem już wcześniej w tym zespole. 22 lipca 1955 roku otrzymaliśmy drugą scenę w Pałacu Kultury i Nauki (dziś Studio). I znowu spotkaliśmy się w pracy i na scenie. Prywatnie byliśmy od dawna zaprzyjaźnieni. Jeszcze przed otwarciem sceny w Pałacu, Benia zagrała na Marszałkowskiej urokliwie Sylwettę w "Romantycznych" Rostanda, mając za partnera Ryszarda Barycza, w reżyserii Wiktora Biegańskiego i Nataszę w radzieckiej komedii muzycznej, cieszącej się ogromnym powodzeniem w reżyserii dyrektora tego teatru Stanisława Bugajskiego, zatytułowanej "Studencka miłość".

Na nowej scenie w Pałacu Kultury Nauki zagraliśmy razem w "Dzikich łabędziach" Kazimiery Jeżewskiej, według Andersena. Ona Królewnę a ja Królewicza.

W roku 1957 Benia przeniosła się do Teatru Komedia. Nie schodziła tam ze sceny. Grała rolę za rolą. Za dyrekcji najpierw Kazimierza Pawłowskiego a potem Czesława Szpakowicza. Grała między innymi Jill w komedii "Jim i Jill", Anulkę w "Porwaniu Sabinek", Marię w "Królu włóczęgów", Melanię w "Jadzi wdowie", Lady Godivę w sztuce pod tym samym tytułem i Baronową w "Babie-Dziwo" Marii Jasnorzewskiej-Pawlikowskiej.

W roku 1981 zniknęła nagle ze sceny i już się na niej więcej nie pojawiła. Była osobą pełną kompleksów. Rozkojarzoną i nie zupełnie zdrową. Ulegającą nastrojom. Wstąpiła w szeregi Świadków Jehowy. Odeszła 19 grudnia 2000 roku. W moim sercu i mojej pamięci pozostała na zawsze.

W jej aktach personalnych w Pracowni Dokumentacji przy Instytucie Teatralnym im. Zbigniewa Raszewskiego jest niewiele dokumentów z jej bogatego życia i dokonań artystycznych. Dlatego zachęcam gorąco Kolegów, aby wszystkie materiały dotyczące pracy artystycznej przekazywali wcześniej tej zasłużonej i znakomicie pracującej instytucji.

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x