Artykuły

Świetny seks ze złą oprawą

Miałem wątpliwości, czy "Seks, prochy i rock and roll" do programu TVP Kultura jest dobrym wyborem. Monodram Bronisława Wrocławskiego gościł na scenie już 541 razy, więc nie bez przyczyny uważałem go za już zgrany materiał. (...) Po obejrzeniu monodramu moje wątpliwości zostały rozwiane. (...) Dużo gorzej wypadło półgodzinne okienko zapowiadające występ aktora i spotkanie z twórcami po spektaklu - pisze Krzysztof Kowalewicz po emisji spektaklu w TVP Kultura.

W telewizji zamiast nowych produkcji coraz częściej oglądamy powtórki bardzo dobrych spektakli sprzed lat. Lukę próbuje nadrabiać TVP Kultura, realizując transmisje ze spektakli. Po wielu miesiącach łódzki teatr wreszcie doczekał się na swoją kolej. Wybór padł na monodram grany od 11 lat. Bronisław Wrocławski gra "Seks..."[na zdjęciu] od 24 maja 1997 r. We wtorek wieczorem [22 maja] monodram transmitowała TVP Kultura.

Byłem ciekawy, jak nasz nagradzany "Jaracz" pokaże się Polsce. Miałem wątpliwości, czy "Seks, prochy i rock and roll" do tego programu jest dobrym wyborem. Monodram Bronisława Wrocławskiego gościł na scenie już 541 razy, więc nie bez przyczyny uważałem go za już zgrany materiał. Poza tym w repertuarze tej sceny jest wiele świetnych zespołowych przedstawień, które silnie zelektryzowałyby widownię ("Lew na ulicy", "Blask życia" w reż. Mariusza Grzegorzka). W końcu siłę "Jaracza" stanowi zespół. Jego pokazanie w pełniejszymprzekroju wydawało się oczywiste. Ale nie dla wszystkich. Po obejrzeniu monodramu moje wątpliwości zostały rozwiane. Wrocławski w tekście Bogosiana czuje się tak, jakby sam go napisał. Żyje każdą postacią, w którą się wciela. Przez 11 lat grania monodramu nie stracił nic z warsztatu, siły wyrazu, a nawet wciąż uaktualnia tekst. Tym razem aktor wspomniał o strajku służby zdrowia, spadkach na giełdzie, a nawet koszmarnych remontach w centrum miasta.

Spektakle w TVP Kultura nie przypominają typowych produkcji teatrów telewizji. Nie mamy tutaj do czynienia z graniem aktorów pod kamerę, a co najwyżej współpracy aktorów z operatorami. Całość filmowana jest dynamicznie. Poza tym możemy obserwować reakcję publiczności. Wrocławski wybierał sobie na widowni adresata żalów kolejnych postaci. Kiedy wspominał pieska, bawił się z kamerą na wysokości łydek, a w spotkaniu z żebrakiem podał nawet rękę operatorowi. Wszystko, co działo się na scenie, wyszło świetnie. Kto znał i kto nie znał Wrocławskiego-Bogosiana, mógł być zadowolony.

Dużo gorzej wypadło półgodzinne okienko zapowiadające występ aktora i spotkanie z twórcami po spektaklu. W telegraficznym skrócie pokazano historię powstania Teatru Jaracza, wspartą wypowiedziami teatrologów i mnóstwem archiwaliów. Następnie w krótkiej rozmowie dyrektorzy sceny opowiadali ojej profilu i widowni. Niestety, gwiazdą za wszelką cenę chciał być prowadzący Łukasz Drewniak, który przerywał rozmówcom, żeby zabłysnąć krągłą myślą. Nazwał "Jaracza" "teatrem złotego środka" - na co przystała dyrekcja. Dowiedzieliśmy się, że w repertuarze sceny równie ważna jest klasyka i dramat współczesny, a na widowni są i młodzi, i starsi. Czyli wiemy: wszystko i nic.

Po spektaklu było jeszcze gorzej. Dziennikarz TVP Kultura łapał przed kamerę widzów w pustoszejącym foyer. Monodram trwał dłużej niż planowano i na rozmowę z aktorem oraz reżyserem Jackiem Orłowskim zostało kilka minut. Co ciekawego w tym czasie może powiedzieć aktor, który przez dwie godziny nie przestawał mówić ze sceny, a koszulkę miał zlaną potem? Niewiele.

Szkoda, że telewizja nie pomyślała, jak ciekawie oprawić tak interesujący i ważny spektakl. Sam "Seks..." był jak zwykle ekscytujący. Cała reszta - dużo mniej.

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x

Używamy plików cookies do celów technicznych i analitycznych. Akceptuję Więcej informacji