Artykuły

Hanuszkiewicz

Odszedł od nas jeden z największych ludzi teatru. Był moim nauczycielem, wychowawcą, protektorem i z czasem przyjacielem. Dzięki niemu nauczyłem się warsztatu reżyserskiego i poczucia autonomii mojego zawodu, w którym wolność artystyczna jest równie ważna, jak w malarstwie, pisarstwie, czy komponowaniu. Uczył nie tylko teatru, ale też odważnego życia pełnego fantazji i nienasyconej ciekawości świata - pisze na swoim blogu Marek Weiss, dyrektor Opery Bałtyckiej w Gdańsku.

Wczoraj mieliśmy w BTT premierę "Kopciuszka" po wodzą włoskiej ekipy realizatorów. Brawurowy występ moich fenomenalnych tancerzy przesłoniła, niestety, śmierć Adama Hanuszkiewicza. Wiedzieliśmy od długiego czasu, że jest bardzo chory i powoli gaśnie. Wiedzieliśmy od dawna, że odebranie mu teatru i zmuszenie do bezczynności zabije go szybciej niż najcięższa praca. Co innego jednak spodziewać się śmierci, a co innego w końcu ją spotkać. Byłem wstrząśnięty wiadomością, którą usłyszałem na godzinę przed premierą. W rozpaczy wyszedłem przed kurtynę i nie kryjąc łez powiedziałem mniej więcej tak:

Odszedł od nas jeden z największych ludzi teatru. Był moim nauczycielem, wychowawcą, protektorem i z czasem przyjacielem. Dzięki niemu nauczyłem się warsztatu reżyserskiego i poczucia autonomii mojego zawodu, w którym wolność artystyczna jest równie ważna, jak w malarstwie, pisarstwie, czy komponowaniu. Uczył nie tylko teatru, ale też odważnego życia pełnego fantazji i nienasyconej ciekawości świata. Byłem jego asystentem przez trzy lata. W tym czasie przekonałem się setki razy, że jest nie tylko fenomenalnie uzdolnionym reżyserem, ale i delikatnym, wrażliwym człowiekiem. Mimo pychy pięknego dryblasa, miał ojcowską czułość dla podległych mu ludzi i nigdy nie widziałem, żeby kogoś świadomie, celowo skrzywdził. Spotkania z nim, jego tyrady, manifesty, pomysły interpretacyjne są warte osobnej książki. Może powstanie kiedyś ze wspomnień ludzi z nim współpracujących. Budził w bliskich gwałtowne emocje od miłości do nienawiści. Budził skrajne emocje we wszystkich, którzy zasiadali na widowni jego wspaniałych spektakli. Był legendą i epoką polskiego teatru, kimś na podobieństwo Gombrowicza, którego wielbił go i naśladował w swoich intelektualnych potyczkach z rozmówcami.

Życie Adama to pasjonujący scenariusz. Od debiutu w roli Wacława w "Zemście", gdzie Papkina grał Kazimierz Dejmek, poprzez wątpliwy tryumf nad swoim kolegą, kiedy obejmował Teatr Narodowy w 68, odwet Dejmka jako ministra kultury, aż po haniebne odebranie staremu, ale wciąż gwałtownie poszukującemu nowych rozwiązań artystycznych, mistrzowi Teatru Nowego i przekazanie go efektowniejszej, modnej ekipie. Bujne, jak jego spektakle , życie prywatne, talent celebryty i niespożyta energia uczestniczenia do ostatnich sił w życiu publicznym imponowały zniewieściałym pokoleniom następców i niejednokrotnie były tematem zjadliwych plotek. Nie przejmował się tym. Nie zapomnę jak pobłażliwie traktował ataki krytyków. Kiedyś na moje pytanie, czy rzeczywiście się nimi nie przejmuje wyciągnął starą francuską gazetę z relacją o przyjeździe jego teatru na gościnne występy i przeczytał mi z niej jedno zdanie - Przyjechał najprzystojniejszy reżyser Europy! I dodał - jak ja się mam po czymś takim przejmować recenzjami? Innym razem powiedział - Kiedy umrę, nie płaczcie po mnie i nie stójcie w męczącej ciszy ku czci, tylko zagrajcie dla mnie jakieś piękne przedstawienie. Więc teraz, drodzy Państwo, zamiast stać i milczeć zagramy dla Adama naszą premierę "Kopciuszka".

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x

Używamy plików cookies do celów technicznych i analitycznych. Akceptuję Więcej informacji