Artykuły

Warszawa. Przyjedzie Eduard Koczergin

Na zaproszenie Targów Książki przyjedzie scenograf rosyjski, Eduard Koczergin, współpracownik Towstonogowa, autor książki "Lalka Anioła. Z teki rysownika" (tłum. Walentyna Mikołaczyk-Trzcińska).

W czwartek 12 maja spotka się z czytelnikami w księgarni Odeon o godz. 17,30, w niedzielę 15 maja, godz. 14,00 - 15,00 spotkanie z czytelnikami podczas Targów Książki, a w poniedziałek 16 maja, godz. 17,30 spotkanie w Rosyjskim Ośrodku Kultury i Nauki. Na wszystkie spotkania - wstęp wolny.

Eduard Koczergin - znany rosyjski scenograf teatralny, autor ponad 300 realizacji w teatrach Rosji i innych krajów, od 1972 roku jest głównym scenografem Wielkiego Dramatycznego Teatru im. G.A. Towstonogowa (do 1992 r. - im. M, Gorkiego) w St. Petersburgu. W ub. roku do licznych nagród teatralnych doszło nietypowe wyróżnienie - za debiut prozatorski pt. "Lalka Anioła. Z teki rysownika." Koczergin został laureatem prestiżowej rosyjskiej nagrody literackiej, "Narodowy Bestseller 2010", a sztuka teatralna zrealizowana wg tej prozy cieszy się powodzeniem petersburskiej widowni teatralnej.

"Lalka Anioła" to po części fascynujący zapis wspomnień człowieka, któremu dzieciństwo upływało w ZSRR z piętnem syna "wroga ludu" i "polskiego szpiega". To jednak także spotkanie z nam nieznanym, powojennym Leningradem i radziecką głęboką prowincją tamtego czasu. Tylko teatr pojawia się w książce śladowo. Jednak to właśnie teatr wiele lat temu wybrał Pan na sposób i miejsce twórczej samorealizacji. Dlaczego właśnie teatr?

- Kiedy w połowie lat 50-tych XX wieku rozpoczynałem studia, znany leningradzki reżyser i scenograf, Nikołaj Akimow, zobaczył gdzieś moje szkice na tematy gogolowskie i powiedział: "Ten chłopak powinien iść do teatru". Nie wiem, co on tam dojrzał, ale coś zobaczył. Był to zresztą czas, gdy w akademii sztuki pojawili się nie najciekawsi wykładowcy: starzy powymierali, przyszli jacyś nowi i dziwni, a Akimow organizował właśnie fakultet scenografii. I wielu z nas, młodych, przeszło właśnie do niego. Poszedłem i ja do Akimowa i - zostałem w teatrze.

Jeden z polskich krytyków literackich pytał mnie, dlaczego nie zilustrował Pan książki własnymi rysunkami?

- Stałem się profesjonalistą teatru, zapomniałem grafiki, chociaż otrzymałem bardzo dobrą szkołę. A może właśnie dlatego, że była tak dobra wiem, co mi wolno W każdym razie jedno jest pewne: grafika wymaga profesjonalnego stosunku i wymaga czasu. A to, co napisałem i wydałem, to są "zapiski na kolanie", spisane w rzadkich wolnych chwilach, jaki mi zostawia teatr. Teatr to zaborczy stwór. Ja oczywiście cały czas rysuję, szkicuję projekty scenografii, kostiumów, ale ilustracja to przecież nie szkic. Ona musi oddawać myśl, przesłanie tekstu

Obliczono, że stworzył Pan jako scenografie aż do trzydziestu realizacji teatralnych Gieorgija Towstonogowa. Czy to jedyny reżyser, z którym tak często i przez tyle lat Pan pracował?

- Tylko jeszcze z Dodinem. Osiemnaście przedstawień.

Co sprawia, że zdarzają się takie wielokrotne współprace? W polskim teatrze raczej nieczęste to zjawisko.

- U nas to też zjawisko rzadkie. Zachodzi tylko wtedy, gdy na dłużej zbliżają się dwie idee - reżysera i scenografa. Za każdym razem musi być organiczny splot, który spaja przedstawienie. Jeśli on nie zaistnieje, może paść wszystko: reżyser, scenograf, w ogóle - całe przedstawienie. Pomiędzy mną a Towstonogowem, czy Dodinem, ten splot miał po prostu częściej miejsce.

Pańskie prace do takich przedstawień jak "Historia konia" w reżyserii Marka Rozowskiego, "Na dnie" Gorkiego w reżyserii Georgija Towstonogowa, do cyklu Kronik historycznych Aleksego Tołstoja, czy "Cichego Donu" Szołochowa weszły do kanonu klasyki teatralnej, jako przykład scenografii metaforycznej, sprzyjającej odkrywaniu emocjonalnej dominanty przedstawienia. W Polsce od pewnego czasu nastała moda na scenografię bez scenografii

- Nie tylko w Polsce, u nas też. Jak każda moda, idzie sobie i ona przez świat. Jednym się nie podoba, innych - zachwyca. Dużo różnych mód przeżyłem, większość z nich starałem się łamać, iść własną drogą. A że nadal mam mnóstwo propozycji, co znaczy, że ciągle jestem potrzebny wraz z moim podejściem do sztuki scenografii. Które zresztą ewoluuje, jak wszystko w życiu.

Na afiszu pańskiego macierzystego teatru, wśród najnowszych premier, widziałam "Lalkę Anioła" w Pana scenografii. Jako autor książki jest Pan zadowolony ze scenicznego obrazu swojej prozy?

- Bardzo, chociaż w pierwszej chwili pomysł mocno mnie zaskoczył. Reżyser i jednocześnie autor scenariusza, wykorzystał z tomu sześć opowiadań nie zmieniając słowa, w tym opowiadanie tytułowe. A także - "Botaniczną Giselle", "Kapitana" Aktorzy grają po kilka ról, ale w każdą, najmniejszą nawet, wkładają własne dusze. Myślę, że właśnie przyniosło sukces.

"Lalka Anioła" miała w Petersburgu sześć wydań, w sprzedaży jest kolejna Pana książka pt. "Krieszczonnyje Kriestami", stanowiąc drugą część cyklu. Co dalej?

- Mam sześć nowych opowiadań, za chwilę może skończę siódme. Tylko - ten czas! Czasu mi ciągle brak, teatr jest taki zachłanny. Realizacje nie tylko w petersburskich teatrach, opieka nad oddaniem do użytku dawnego Letniego Teatru Imperatorskiego, który dostaliśmy jako teatr w prezencie Dobiegła właśnie końca renowacja tego zabytkowego, pięknego obiektu, w którym moim wkładem są m.in. jego dwie nowe kurtyny. Za carskich czasów dawano tam przedstawienia latem, aktorów najlepszych petersburskich teatrów dowożono sławną "zieloną karetą", publiczność zjawiała się tłumnie, a repertuar był raczej lekki. Teraz nasz teatr przenosi się tam z całym dobrodziejstwem na czas kapitalnego remontu naszego macierzystego budynku i praca tam, przyzwyczajenie publiczności, wpasowywanie się w nowe warunki - to wszystko będzie dla nas nowym wyzwaniem

Pana mama była Polką, nosiła nazwisko przyjaciela Adama Mickiewicza: Odyniec.

- Pochodziła z tej części rodziny, którą po Powstaniu Styczniowym zesłano na Syberię, a która potem osiadła w Czytcie. Ojciec mojej mamy, Feliks Donatowicz Odyniec, był inżynierem: studiował w Niemczech, odbył praktyki w Anglii. Sam był cenionym specjalistą i bardzo dbał o wykształcenie dzieci. Dwaj bracia mamy zostali lotnikami, jeden - tutaj, drugi - w Polsce. Na początku lat 30-tych mama przyjechała do Leningradu na studia w Instytucie Elektrotechnicznym, tutaj poznała mego ojca, za którego wyszła za mąż, ale którego ja miałem nigdy nie zobaczyć, bo jako "wroga ludu" aresztowano przed moim urodzeniem. Krótko potem z kolei "matka Bronia" trafiła łagru, jako "polski szpieg" - za korespondencje z bratem mieszkającym w Warszawie. Zostałem sam. Ale o tym można przeczytać w mojej książce

Późno debiutował Pan jako pisarz

- Wcale nie twierdzę, że jestem pisarzem. Po prostu - ja teraz też piszę. Znalazłem klucz do opisania tego, co tkwiło we mnie od lat. Tym razem jest to klucz literacki, a nie teatralny - bardzo intrygujące doświadczenie. Tylko - ten brak czasu! Za rok kończę 75 lat - może to właściwy wiek, żeby zostawić teatr i zająć się pisaniem?...

Eduard Koczergin (ur. 1937 r. w Leningradzie) - jeden z najbardziej znanych rosyjskich twórców teatralnych, scenograf i grafik, laureat licznych nagród i wyróżnień krajowych i zagranicznych. Absolwent leningradzkich uczelni artystycznych, obecnie sam prowadzi mistrzowskie pracownie grafiki i scenografii. Jedną z pierwszych samodzielnych realizacji teatralnych była scenografia do "Oceanu" A. Steina. W latach 1963-66 był głównym scenografem leningradzkiego Teatru Dramatu i Komedii, a w latach 1966-72 Teatru Dramatycznego im. W. Komissarżewskiej. W latach 70-tych równolegle rozpoczął pracę ze studentami leningradzkiej uczelni teatralnej (GITiS), co kontynuuje do dziś.

Jego projekty scenograficzne współtworzyły najgłośniejsze realizacje teatralne takich twórców, jak m. in. : Siergiej Jurskij ("Molier" Bułhakowa), Gieorgij Towstonogow ( "Zeszłego lata w Czulimsku" Wampiłowa, "Wilki i owce" A. Ostrowskiego, "Na dnie" M. Gorkiego), Mark Rozowski ("Historia konia" wg L. Tołstoja). Ważnym etapem okazało się spotkanie z reżyserem, Lwem Dodinem, z którym współtworzył wiele realizacji głośnych w ZSRR/Rosji i w Europie. Nadal współpracuje z czołowymi scenami Moskwy i Petersburga. Z okazji 70. urodzin w St. Petersburgu zorganizowano dużą retrospektywną wystawę prac Eduarda Koczergina (2007);

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x

Używamy plików cookies do celów technicznych i analitycznych. Akceptuję Więcej informacji