Artykuły

Wraca legenda "Piołunu"

Pod koniec lat 80. w poznańskim kościele Jezuitów zobaczyłam ten spektakl po raz pierwszy. Nielegalnie. A potem jeszcze kilkanaście razy. Teraz też pójdę. To jedno z najważniejszych przedstawień w moim życiu - o "Piołunie" Teatru Ósmego Dnia, który obejrzeć można dzisiaj (20 października) w Poznaniu, pisze Ewa Obrębowska-Piasecka w Gazecie Wyborczej - Poznań.

Ten pierwszy raz to była końcówka lat osiemdziesiątych. Szary, nijaki Poznań, w którym przyszło mi studiować. Atmosfera po stanie wojennym, który miał dramatycznie wyraźny początek, ale jego koniec rozpływał się w nieskończoność w marazmie i beznadziei. To nie był dobry czas. I nagle ten spektakl w kościele Jezuitów! Pamiętam go jak święto, jak objawienie. Że jednak można tak pięknie i prosto mówić o sprawach, o których się milczy. Że widzowie i aktorzy umieją spojrzeć sobie w oczy. Że gra nie polega na udawaniu, lecz scenicznym byciu. Że wzruszenie może być tak dojmujące. I - najważniejsze - że nie wszystko z karnawału "Solidarności" udało się zniszczyć, zakłamać, sprzedać. Ale rodziły się też spory. Dla wielu moich znajomych to, o czym mówił Teatr Ósmego Dnia, to były nieważne, przebrzmiałe nuty.

Pamiętam niemal scenę po scenie... Gorzkie, bolesne diagnozy: upiorne ściganie człowieka i "topienie" go w metalowej misce, jazdę "polskim autobusem", z którego "nie należy się wychylać", żałobną pieśń Matki i wycie rezerwistów, sarkastyczny "sąd nad Polską". I nadzieję: letni dzień na łódce z czerwonym winem, kiedy teatralny reflektor świeci jak najprawdziwsze słońce. I stateczek, który płonie i płynie, płonie i płynie, płonie i płynie...

Zaraz potem "Ósemki" zagrały także w ramach (a w zasadzie poza ramami, bo w kościele) ostatniej edycji Festiwalu Teatrów Studenckich START. Potem widziałam "Piołun" wiele razy. Upadły mury, nastąpiły przełomy, "Ósemki" wróciły z emigracji i miały swoją siedzibę przy ul. Ratajczaka 44.

Kilka lat temu wzruszenie z kościoła Jezuitów wróciło w dwójnasób. Pojechałam z teatrem do Mińska. I znowu zobaczyłam "Piołun" nielegalny, zakazany, niebezpieczny. I znowu spektakl znaczył tyle, co wolność, godność, prawda. I przyszła refleksja, że bardzo szybko się zapomina.

Jak zabrzmi "Piołun" dziś, w Polsce niepodległej, kiedy obchodzimy "Solidarnościowe" rocznice? Nie wiem. Ale tym bardziej chcę zobaczyć, co znaczą dla nas, dla mnie sceny inspirowane Apokalipsą św. Jana oraz śmiercią Piotra Bartoszcze, zamordowanego w PRL przywódcy związku zawodowego rolników.

"Piołun". Scenariusz, teksty, scenografia - zespół: Ewa Wójciak, Adam Borowski, Tadeusz Janiszewski, Marcin Kęszycki, Lech Raczak, Roman Radomski, muzyka - Lech Jankowski, reżyseria - Lech Raczak. Premiera w kościele w Mistrzejowicach w 1985 roku

Kiedy i gdzie?

Spektakl będzie grany 20 października o godz. 19 w domu parafialnym kościoła pw. Matki Boskiej Bolesnej przy ul. Głogowskiej. Ilość miejsc bardzo ograniczona. Informacje: Teatr Ósmego Dnia (ul. Ratajczaka 44, tel. 855 20 86) - w godz. 12-16.

* * *

Ewa Wójciak o "Piołunie"

Kościoły, w których graliśmy, to były naprawdę niezwykłe miejsca; otwarte, tolerancyjne, pełne ludzi skupionych w różnych duszpasterstwach. Nigdy nie spotkaliśmy się tam z żadną cenzurą, a przecież nasze spektakle nie były "bogobojne" w najprostszym tego słowa znaczeniu. Widzowie, dla których graliśmy, przeżywali je w niezwykły, z niczym nieporównywalny sposób. To nie byli teatralni bywalcy, więc nie mieli oporów z przyjęciem naszego języka - tak innego niż tradycyjny. Czytali ten spektakl przez siebie: swoje doświadczenia i emocje.

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x

Używamy plików cookies do celów technicznych i analitycznych. Akceptuję Więcej informacji