Artykuły

Imię Laury

"Kraina kłamczuchów' w reż. Macieja Wojtyszki w Teatrze im. Słowackiego w Krakowie. Pisze Anna R. Burzyńska w Tygodniku Powszechnym.

Trochę to dziwne, że opublikowana w 1997 roku "Kraina kłamczuchów" - najlepsza od wielu lat sztuka Macieja Wojtyszki - wystawiona została dopiero teraz. Warto jednak było tak długo czekać.

Strukturę dramatu i autorskiego spektaklu w sugestywnym skrócie oddaje centralny element (skądinąd niezbyt udanej) scenografii - Stół. Widziany od strony widowni jest misternie rzeźbionym renesansowym meblem z ciemnego, szlachetnego drewna. Im dalej w głąb sceny, tym warstwa drewna staje się cieńsza, aż w końcu zanika całkowicie, odsłaniając współczesną konstrukcję ze szkła i stali.

Na planie fabularnym "Kraina kłamczuchów" to przede wszystkim apokryficzna fantazja na temat przebiegu autentycznego spotkania dwóch gigantów - Francesca Petrarki z jego przyjacielem i uczniem Giovannim Boccaciem. Opierając się na zachowanych dokumentach i - przede wszystkim - dziełach obu pisarzy, Wojtyszko rekonstruuje bardzo prawdopodobny rysunek psychologiczny bohaterów, próbuje wypełnić białe plamy w ich biografiach, odkryć motywacje, przeniknąć tajemnicę talentów tak potężnych, a tak odmiennych.

Wielkim nieobecnym, tajemnicą, wokół której ogniskuje się akcja sztuki, jest Laura - rzecz dzieje się trzy lata po jej śmierci. Oschły, samolubny Petrarka (Mariusz Wojciechowski) dzieli swoje uczucia pomiędzy pielęgnowane przez lata uwielbienie do wyidealizowanego, poetyckiego konterfektu kobiety, którą ujrzał być może raz w życiu, i zwyczajną - a w jego rozumieniu trywialną- miłość do wieloletniej towarzyszki życia (piękna, subtelnie prowadzona rola Joanny Mastalerz). "Laura" pochodzi od poetyckich laurów i słowa aura oznaczającego powietrze, bez którego nie sposób żyć; matka dzieci Petrarki nie ma nawet imienia, mówi się o niej per "Ona". Nic dziwnego, że zazdrosna, odtrącona, poniżona kobieta usiłuje dowiedzieć się prawdy o swojej prawdziwej lub wyimaginowanej rywalce, posuwając się nawet do kradzieży rękopisów.

W śledztwo dotyczące tożsamości Laury włącza się również Boccaccio (Marcin Kuźmiński), pod maską rubasznego konesera kobiet i wina ukrywający poczucie głębokiego niespełnienia, w fikcji szukający rekompensaty dla życiowych niepowodzeń. Dla niego jednak nie sprawy uczuciowe są ważne - uchwycenie fenomenu Laury pomoże przeniknąć tajemnicę twórczości mistrza. Rozmowy o istocie tworzenia, trudnych relacjach życie - sztuka wypełniają sporą część spektaklu, ale dzięki poczuciu humoru Wojtyszki i pełnej subtelnego dystansu grze Wojciechowskiego i Kuźmińskiego nie brzmią sztucznie ani nie nudzą. Zwłaszcza że na horyzoncie rychło pojawi się kolejny kluczowy obok miłości i sztuki temat: zaraza niesiona przez szczury...

Jest jeszcze jedna ważna postać - Giovanni, syn Petrarki i Onej, nadwrażliwy, zbuntowany szesnastolatek, rewelacyjnie grany przez studenta PWST Krzysztofa Piątkowskiego. To on (kolejna kreacja w literackim szeregu skazanych na wczesną śmierć jasnowidzących dzieci-artystów, jednak wolna od romantycznego patosu) - wnosi do sztuki elementy intertekstualne, ton absurdalny i zarazem poetycko-elegijny. Konwencjonalnym pomysłom starszych przeciwstawia swoje własne projekty "niedokończonych historii": zapowiada utwory Becketta i Kafki, Camusa i Wittgensteina. Otwiera przed tworzącymi z niekoniecznie najwyższych pobudek Petrarka i Boccacciem perspektywę wieczności, pozwala im przez chwilę dojrzeć przyszłość. I przygotowuje na nadejście sądu ostatecznego - śmierci, która nieubłaganie zbliża się do Padwy.

"Kraina kłamczuchów" to naprawdę bardzo dobrze skrojone przedstawienie. Określenia tego - często stosowanego jako zarzut - używam jednak w znaczeniu absolutnie pozytywnym. Od kilku sezonów stało się regułą, że najciekawsze inscenizacje Teatru imienia Juliusza Słowackiego mają premiery na scenach Miniatura lub W Bramie. Na Dużej Scenie wątpliwe koncepty inscenizacyjne (vide "Miarka za miarkę") czy też - częściej - brak pomysłu reżyserskiego ("Opera za trzy grosze") skutecznie niwelują przyjemność płynącą z obserwowania pracy znakomitego, zgranego i wyrównanego zespołu; na scenach kameralnych przynajmniej nikt aktorom nie przeszkadza. A często -jak w przypadku nowego spektaklu Wojtyszki - bardzo pomaga.

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x

Używamy plików cookies do celów technicznych i analitycznych. Akceptuję Więcej informacji