Artykuły

W sam raz na karnawał

DESANT "Hiszpańskiej Muchy" rodem z Wiednia na sosnowiecką scenę trafił w samo sedno karnawału, na ogół ubogiego w rozrywki z wyjątkiem sylwestrowego amoku i finałowego "śledzia". W środku tego okresu mieszczą się zwykle gromadne potańcówki zwane szumnie balami, ale tak naprawdę młodzież woli się na co dzień wyszumieć w dyskotekach, a starsi przyrastają do foteli przed telewizorami. Zresztą nie ma się gdzie zabawić bez niebezpiecznego zachwiania domowego budżetu. Otóż "Hiszpańska Mucha" napisana przez dwóch wiedeńskich autorów Franza Arnolda i Ernesta Bacha jest wprawdzie farsą dość zleżałą, stuknęła jej 50-tka, ale została skrojona lekko, z francuskim nerwem, co stanowi dla niej chyba niezłą rekomendację. Nikt przecież nie liczy lat staremu mistrzowi francuskiej farsy Georgesowi Feydeau i jego epigonom depczącym mu z różnym skutkiem po piętach.

Wiedeńczycy spiętrzyli w swojej farsie sytuacje bardzo zabawne i zgromadzili sporo uciesznych postaci; widownia raz po raz rozbrzmiewa śmiechem. Intryga jest błaha, ale pikantnie podana. Tytułowa bohaterka, znana pod pseudonimem Hiszpańskiej Muchy, z profesji tancerka, przez swoją żywą pozaartystyczną działalność wnosi w ustabilizowane życie kilku żonatych panów wielce kłopotliwe komplikacje. Eksplozja wisi w powietrzu.

Reżyser Zbigniew Zbrojewski trzyma całe grające towarzystwo mocno w garści i choć można by mnożyć w tego rodzaju sztuce różne gagi i efekty, nie pozwala publiczności odpocząć, każda scena zapowiada nowe qui pro quo. Nastrój zabawy podkreśla scenografia Barbary Ptak, która zadziałała z właściwą jej pomysłowością i szerokim gestem odchodząc od szablonu brzydoty przypisanej salonom "strasznych mieszczan". Wnętrze secesyjnego saloniku, któremu patronują ozdobnie i symbolicznie lampy-papugi, piękne kreacje pań, godne pokazania na rewii mody oraz różnorodne kostiumy panów wydobywające dowcipnie ich charakterystykę - układają się w przemyślaną kompozycję plastyczną. Szeroką skalę groteskowej śmieszności i biegłości warsztatowej demonstrują szczególnie wyraziście w swoich rolach Andrzej Hołaj, Adam Kopciuszewski ustylizowany na mazgajowatego bobasa. Mieczysław Łęcki oraz Jacek Brzostyński, który wciela się w rolę amanta z rzadko spotykanym dziś u młodych aktorów wyczuciem farsowego stylu. Bogusław Weil, którego wolę w rolach dramatycznych dźwiga tym razem kłopoty pozamałżeńskich igraszek pana Klapsona trochę na siłę. Zafrasowane grono męskie uzupełniają Zygmunt Biernat, Jacek Medwecki i Krzysztof Misiurkiewicz.

Panie nieświadome komplikacji uczuciowych swoich partnerów uprawiają własną strategię z bardzo komiczną Elżbietą Trojanowską jako prezeską towarzystwa moralności na czele. Towarzyszą jej pełne wdzięku trzpiotki, którym bardzo, bardzo spieszy się do ślubu - Ewa Nijaki - Pola i Jolanta Niestrój - Winnie oraz pełna surowej godności subretka - Stefania Żubrówna. Oczywiście zabawa osiąga swoją kulminację gdy pojawia się na scenie osoba najważniejsza - Hiszpańska Mucha - Lidia Bienias, która wybornie prezentuje powaby gwiazdy estrady, "winowajczyni" całej awantury.

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x

Używamy plików cookies do celów technicznych i analitycznych. Akceptuję Więcej informacji